Zarządzanie produktem · 2 min czytania
Ten o kalendarzu jednej osoby
Gdy każda decyzja czeka na jedną osobę, kalendarz managera staje się wąskim gardłem. Jak oddać zespołowi decyzje: zakres, progi i informacje.
Kto u Was decyduje, kiedy Ciebie nie ma?

Najwolniejszy proces w firmie to często kalendarz jednej osoby.
Każdy z nas chciałby, żeby zespół po prostu ogarniał sprawy sam i nie musiał co chwilę pytać. Tymczasem wszystko leci w górę „na wszelki wypadek”, bo nikt do końca nie wie, czy może o tym zdecydować. Zadanie wisi jako „w toku”, a od ośmiu dni leży w czyjejś skrzynce. Na tablicy tego nie widać.
Najczęściej kończy się na tym, że jesteśmy cały czas pod telefonem. Odpisujemy na komunikatorze między spotkaniami i akceptujemy coś wieczorem z kanapy, żeby rano praca mogła ruszyć. Przez jakiś czas to nawet działa. Tyle że wszystko dalej przechodzi przez jedną osobę, która teraz pracuje także w weekendy. Na dłuższą metę tak się nie da: najpierw przychodzi zmęczenie, potem decyzje podejmowane na autopilocie, a w końcu wypalenie.
Praca rusza, kiedy zespół może zdecydować bez nas. Ludzie wiedzą wtedy, o czym decydują sami, mają progi, do których nie muszą pytać, i dostają informacje, dzięki którym ich decyzje są dobre. Każda taka decyzja odciąża nas bardziej niż kolejna godzina pod telefonem.
Ile dni czeka u Was typowa decyzja, zanim praca ruszy dalej?
💬 Dołącz do dyskusji na LinkedIn → Komentuj i podziel się swoim podejściem