Zarządzanie produktem · 2 min czytania
Ten o effortcie i timelinie
Effort to nie timeline: dlaczego estymacja w godzinach myli pracochłonność z terminem i co naprawdę kryje się za pytaniem „jak to jest duże?”.
Jedną z rzeczy, na które zwracam uwagę podczas różnych rozmów, jest rozróżnianie “effortu” od “timeline’u”. Jakoś tak naturalnie wychodzi, że na pytanie “Jak to jest duże?” często słyszy się odpowiedź: “4h” albo “No, tak z tydzień pracy”.
W moim mniemaniu używanie jednostki związanej z czasem wprowadza nas w myślenie: “Na kiedy to będzie?”.
Jednocześnie, jeśli coś “zajmuje 4h”, to nie znaczy, że wynik otrzymamy za 4 godziny. Co jeśli zaczniemy za tydzień albo na to zadanie będziemy poświęcać tylko godzinę raz na 4 tygodnie?
Mam przeczucie, że często za pytaniem “Jaki jest effort?” kryje się raczej pytanie: “Ile to będzie nas kosztować?”. A żeby to określić, potrzebujemy wiedzieć, kto i przez jaki czas będzie się tematem zajmował. I tutaj koło się zamyka.
Z pomocą miały przyjść relatywne estymacje, jednak do ich szacowania również często używa się “czasu pracy nad zadaniami”.
Ciekawi mnie, jak można lepiej rozmawiać o kosztach i czasie. Macie na to jakieś swoje sposoby?
Jak rozmawiać o terminie w trzech scenariuszach zamiast jednej liczby, opisałem we wpisie o technice PERT.
💬 Dołącz do dyskusji na LinkedIn → Komentuj i podziel się swoim podejściem