Zarządzanie · 4 min czytania
Ten o wspólnym pastwisku
Tragedia wspólnego pastwiska w IT: każdy interesariusz ciągnie zespół w swoją stronę, a nikt nie dba o kod. Skąd dług techniczny i jak to naprawić.
Wyobraźcie sobie jedno pole, kilka grup pasterzy i ich stada. Pole jest wspólne, więc każdy pasterz chce, żeby jego owce najadły się jak najwięcej. Nikt nie odpowiada za trawę.
Po kilku sezonach pole zamienia się w klepisko.
Czym jest tragedia wspólnego pastwiska?
To sytuacja, w której wspólny zasób niszczeje, bo każdy korzysta z niego racjonalnie z własnego punktu widzenia. Garrett Hardin opisał ją w 1968 roku w „Science”. Każdy pasterz, który dokłada jedną owcę, ma z niej cały zysk, a kosztem zniszczonej trawy dzieli się ze wszystkimi. Więc każdy dokłada.
Każdy działa w dobrej wierze i robi to, za co jest rozliczany.
Jak wygląda wspólne pastwisko w IT?
Pastwiskiem jest zespół developerski i jego czas. Pasterzami są interesariusze:
- Biznes chce jak najszybciej wejść na rynek. Liczy się Time-to-Market.
- Customer Success chce stabilności i szybkich poprawek dla klientów.
- Produkt chce nowych funkcji, które wyróżnią ofertę.
Każdy ma swój KPI i każdy ma rację. Tylko że żaden z tych wskaźników nie mówi nic o zdrowiu kodu, architektury i ludzi, którzy to wszystko budują. Wspólny zasób nie ma właściciela, więc nikt go nie broni.

Co dzieje się z pastwiskiem, którego nikt nie pilnuje?
Najpierw rośnie dług techniczny. To erozja gleby: każda szybka łatka, każdy skrót „na teraz” i każdy odłożony refaktoring zabiera trochę urodzajnej warstwy. Przez długi czas tego nie widać. Pole wciąż daje trawę, tylko coraz mniej. Pisałem o tym we wpisie o entropii oprogramowania: system psuje się także wtedy, gdy nikt go nie dotyka.
Potem zespół wchodzi w ciągły tryb kryzysowy. Każdy interesariusz ma pilną sprawę, a wszystkie są „na wczoraj”. Zespół skacze między zadaniami i gasi pożary.
Na końcu przychodzi wypalenie i rotacja. Odchodzą najczęściej ci, którzy najlepiej znali system. Z nimi odchodzi wiedza, a praca zwalnia jeszcze bardziej. Interesariusze widzą spowolnienie i naciskają mocniej. Pętla się zamyka.
Jak zarządzać wspólnym pastwiskiem?
Trzeba dać mu zasady, które obejmują wszystkich pasterzy. Elinor Ostrom, która dostała za badania nad wspólnymi zasobami Nagrodę Nobla z ekonomii, pokazała, że społeczności potrafią dbać o wspólne pastwiska bez prywatyzacji i bez odgórnego nakazu. Warunkiem są wspólnie ustalone reguły, widoczność tego, jak zasób jest używany, i miejsce, w którym rozstrzyga się spory.
W IT przekłada się to na kilka praktyk:
- Wspólna strategia. Wszyscy interesariusze wiedzą, dokąd zmierza produkt, i mierzą swoje prośby tą miarą.
- Przejrzysty backlog. Jedna lista, którą widzą wszyscy. Każdy wie, co jest przed jego sprawą i dlaczego.
- Wspólne KPI. Obok wskaźników każdego działu jest wskaźnik zdrowia całego systemu, na przykład czas od zmiany w kodzie do wdrożenia (lead time for changes) z badań DORA.
- Proces priorytetyzacji. Jedno miejsce, w którym interesariusze ustalają kolejność razem, zamiast przekonywać zespół każdy osobno.
- Ochrona czasu zespołu. Stała część pojemności idzie na utrzymanie, refaktoring i naukę. Tej trawy nie wypasa nikt.
Interesariusz, który rozumie tę logikę, staje się partnerem w ryzyku, który współodpowiada za stan pola.
Kto ma ostatnie słowo?
To pytanie warto zadać w każdej organizacji. Jeśli priorytet wygrywa ten, kto głośniej krzyczy albo ma wyżej w hierarchii, pastwisko i tak się wyjałowi. Ktoś musi mieć mandat, żeby powiedzieć „nie” także najważniejszemu pasterzowi, i odpowiadać za to, żeby pole dawało trawę za rok.
A u Was kto ma ostatnie słowo, gdy wszyscy chcą wypasać swoje stada na tym samym polu?
Bibliografia
- Hardin, G. (1968). The Tragedy of the Commons. Science, 162(3859), 1243–1248.
- Ostrom, E. (1990). Governing the Commons: The Evolution of Institutions for Collective Action. Cambridge University Press.
- Forsgren, N., Humble, J., Kim, G. (2018). Accelerate: The Science of Lean Software and DevOps. IT Revolution Press.
💬 Dołącz do dyskusji na LinkedIn → Komentuj i podziel się swoim podejściem