Większość projektów ma budżet, termin i zakres. Czym właściwie sterujemy?
Większość projektów ma budżet, termin i zakres. Czym właściwie sterujemy?
Nikt nie powiedział PM-owi, o ile może się pomylić — zanim sprawa trafi wyżej. A projekt i tak jedzie. Efekt? Albo PM eskaluje wszystko, bo nie wie, co może zdecydować sam. Albo nie eskaluje nic, bo boi się wyjść na słabego. Żadna z tych sytuacji nie jest dobra.
PRINCE2 ma na to odpowiedź: tolerancje. Przedział, w którym PM działa autonomicznie. Poza nim — decyzja wraca do sponsora. Proste. I prawie nigdzie nieużywane poza projektami „z metodologią”.
Ale tolerancje to nie tylko limit. To kontrakt między PM-em a sponsorem — „w tym przedziale ufam twojej ocenie, poza nim rozmawiamy”. I co ważniejsze: przekroczenie tolerancji to nie porażka. To sygnał, że plan zderzył się z rzeczywistością mocniej niż zakładano. Najcenniejsza informacja w projekcie często przychodzi właśnie w tym momencie.
Macie w swoich projektach zdefiniowane tolerancje? Czy liczycie, że traficie dokładnie w punkt?