Ten o matematycznej pułapce lokalnej optymalizacji

· 2 min czytania
Optymalizacja lokalna to matematyczna pułapka.

W analizie funkcji maksimum lokalne to punkt, w którym pochodna wynosi zero. Każdy krok w prawo i każdy krok w lewo prowadzi chwilowo w dół. System stojący w tym punkcie nie ma informacji o tym, że wyżej leży gdzie indziej — bo każda próba ruchu wygląda jak pogorszenie.

Organizacje też w to wpadają.

Dział skraca czas wdrożeń o 30% i wszystkie jego metryki rosną. Decyzja jest racjonalna — bo nikt nie jest rozliczany z tego, co dzieje się na styku z następnym ogniwem.

Przejście do lepszego stanu systemu wymaga wejścia w dolinę: chwilowego pogorszenia wyników, regresu w trakcie zmiany, kroków, które każda metryka oznaczy jako krok wstecz. Menedżer, który to inicjuje, przez kwartał będzie miał złe liczby — i będzie musiał to komuś wytłumaczyć.

Źródło nie leży w decyzjach. Leży w tym, co jest mierzone i za co ktoś odpowiada.

W lokalnym maksimum organizacje nie stoją przez przypadek. Stoją, bo system nagradza pozostanie.

Żeby wyjść z maksimum lokalnego, trzeba na chwilę przestać patrzeć na gradient i zacząć patrzeć na krajobraz. Ale do tego potrzeba kogoś, kto widzi cały teren — i ma mandat, żeby chwilowe pogorszenie nazwać inwestycją, a nie porażką.


💬 Dołącz do dyskusji na LinkedInKomentuj i podziel się swoim podejściem

Updated: